Friday, 17 April 2009

...

Zryczałam się dzisiaj z wściekłości jak durna pipa. W dodatku nie lałam łez ukryta w zacisznym kącie, tylko na publicznym widoku, co też dołożyło mi się do jeszcze większego wkurwa. Bo małą dziewczynką już nie jestem i trochę jakby nie wypada płakać ze złości i tupać nóżkami. Makijaż mnie się malowniczo rozkitrał po całej twarzy, oczywiście jak zwykle nie miałam chusteczek higienicznych ani nawet kawałka papieru, żeby ten zasmarkany nochal wytrzeć. Parłam przez Gravesend jak okręt wojenny, klnąc Osobistego w żywe kamienie i życząc mu rychłego sparszywienia, oraz bolesnych wrzodów na dupie. A zaczęło się niewinnie. Rano obudził mnie telefon, Osobisty dzwonił z wiadomością, że ma dla mnie receptę na Zyban, mimochodem wspomniał, że Siostrunia wypaliła wczoraj dwa papierosy. Pogadaliśmy trochę nad konsekwencjami popalania, szczególnie,że przez pięć tygodni Siostra trzymała się twardo. No głupio robi, ale to jej sprawa - taka była ostateczna konkluzja. Umówilismy się, że wpadnę do niego w drodze na zakupy,- chciałam do wieczora pożyczyć trochę kasy, bo na moim koncie hulał wiatr z racji, że rachunki wczoraj spłynęły, a zapomniałam Dochtorowi rzec, aby rzeczone konto zasilił gotóweczką. I szlag by trafił moje upodobanie do konwersacji. Bo zamiast wziąć kasę i pójść świzdu-gwizdu, to mnie się na rozmówki zebrało. I na tych rozmówkach zastała nas Siostrunia, która umówiła się z Osobistym, że ją gdzieś tam zawiezie. Zapytała, czy nie palę i trochę zmieszana, powiedziała, że zapaliła sobie wczoraj. A ja ODRUCHOWO powiedziałam, że wiem o tym od Osobistego. I tu nastąpiły sceny dantejskie. Siostrunia wydarła się na Osobistego, że kłapie dziobem to all and sundry o jej postępkach, a ten strzelił FOCHA, obraził się i wyszedł z kuchni. Poszłam za nim, żeby się dowiedzieć o co tak naprawdę chodzi, a ten wyjechał na mnie z MORDĄ. Że specjalnie go wystawiłam przed Siostrunią, że zachowałam się podle i tym podobne kwiatki. O jakem się mogła wkurwić. Podniosło mi sie ciśnienie, złapałam za portfel w którym tkwiła pożyczona przed chwilą kasa i rzuciłam mu te pieniądze na stół z wściekłym "fuck you and your money!". Po czym opuściłam lokal. Rozżalona i wściekła. Wygrzebałam z torebki jakieś drobne, policzyłam, stwierdziłam, że na pastę do zębów i śmietanę mi wystarczy. I w drodze do sklepu tak mnie ścisnęło za gardło, że się poryczałam. Bo mam już dość jego fochów, dziecinady i oskarżania mnie o wszystko co złe. On jest święty. Wszystko było zawsze z mojej winy. To ja pierwsza zawsze przepraszałam i łagodziłam sytuację. Przez całe, kurwa, dziesięć lat. Bo ja byłam ta głupia Polka. Ale skończyło się babcyne sranie. Ja już nie muszę przyjmować jego dziecinnych oskarżeń na klatę. Nie muszę czuć się winna. I dlatego, kiedy usłyszałam dzwonek komórki a na wyświetlaczu pojawiło się "Osobisty" nie odebrałam połączenia. Powiem więcej - po drugim razie wyłączyłam telefon zupełnie. Nosiło mną jak Żydem po pustym sklepie, ale jakoś dolazłam do najbliższego Tesco. Chciało mi się palić jak nigdy wcześniej. Ale opanowałam się. Nie zapaliłam. Chociaż mogłam kupić dziesiątkę fajek zamiast jedzenia. Kupiłam tą pieprzoną śmietanę i pastę do zębów i ruszyłam w stronę domu. Pod domem - niespodzianka. Zobaczyłam samochód Osobistego zaparkowany pod moimi drzwiami, ale jego ani widu ani słychu. Pomyślałam, że pewnie czeka na mnie w środku, bo kiedyś dostał od nas klucze na wszelki wypadek. Na szczęście w domu był tylko kot :-) Tyle co weszłam - zadzwonił telefon. Zgadnijcie kto. Osobisty z dalszym ciągiem focha. Że on za chwilę u mnie będzie. A TAKIEGO WAŁA !!! Rozdarłam się jak przekupa z targu i w dobitnych słowach, okraszonych gęsto brzydkim słowem "fuck" w różnych konfiguracjach, powiedziałam mu, żeby spadał na drzewo a pieniądze wsadził sobie w dupę i podpalił. I że nie zamierzam go oglądać, dopóki nie zmądrzeje. I że mam dość. I pierdyknęłam elegancko słuchawką. Niech się oboje bujają. Siostrunia, idiotycznie przewrażliwiona na punkcie swoich "sekretów" i Osobisty, z wiecznymi pretensjami i obrazą na cały świat. Idę się napić kawy. Już mi lepiej. Terapia blogiem jest bardzo dobrą terapią. Ps: Muszę chyba wyjaśnić, że rzeczona Siostrunia nie jest moją prawdziwą siostrą, bo takiej nie posiadam. To znajoma, która mieszkała u nas przez pewien czas i w której beznadziejnie podkochiwał się Osobisty, ale mu podobno przeszło. Kiedyś dla żartu podałyśmy się za siostry i ksywa przylgnęła. No.

73 comments:

  1. Nie bardzo wiem, co Ci napisać, żebyś odczuła wsparcie. Chcesz czachy i ptysia? A te osobiste to się kurwa ciągną za człowiekiem przez życie jak gówno za złotą rybką. Żeby ich obesrało.

    ReplyDelete
  2. Ano. Poproszę z czachy może być z ptysiem :-)

    Juz mi trochę przeszło. Masz rację z tym obesraniem :-)))

    U mnie jest ten problem, że ja Osobistego lubię. I rozstaliśmy się na dobrych warunkach. I dlatego bardziej mnie wkurwiają takie jazdy, niż gdybym go miała w dupie. Dziwny jest ten świat.

    Dobrze, że już się wyprowadzamy niedługo. Ileż mozna być kozą ofiarną ?

    A Siostrunia, kij jej w oko, też z bele gówna aferę ukręcić potrafi.

    ReplyDelete
  3. Oj, bo wiesz. Ona pewnie sie z lekka wkurwiła, że on jest plotkara. A poza tym - jednak zapaliła, więc jej GUPIO.

    ReplyDelete
  4. a co to kurna za tajemnica? sklamalas? nie, wiec o co cho?
    mialas udawac, ze nie wiesz/ a uprzedzil cie? glupie to, powiedz, ze jak chca zyc w klamstwie to bez ciebie!

    wlasciwie, to sama wiesz, ze nie bylo sie o co obrazac z ich strony, durne takie, o hemoroidach nie powiedizalas przecie

    ReplyDelete
  5. Lorenza - no pewnie tak jest jak piszesz. Fakt, że Osobisty jest plotkarzem do potęgi, ale Siostrunia też nie lepsza. Powiedziała mi o takich sekretach Osobistego, że mi klapki spadły. I jakbym była wredna to zadzwoniłabym do niego i powiedziałabym o tym, że wiem i od kogo. I zastanawiam się czy tego nie zrobić. Żeby kurwa zobaczył, ze ona nie jest od niego lepsza.


    Beata, no hemoroidy to nie były ;-)))
    A nawet gdyby, to nie było zapowiedziane, ze mam nikomu nic nie mówic.

    ReplyDelete
  6. Mój Wąż tak ma. Nie z plotkowaniem, bo tego nie czyni, ale z robieniem dzikiej awantury z jakiegoś gówna. Nie jest łatwo się na to uodpornić.

    ReplyDelete
  7. no Daisy,głowa do góry,pies ich drapał:).Żeby to jeszcze jakieś sekrety były to rozumiem,no:)
    mam bajaderkę,to się może nie za bardzo konweniuje z ptysiem,ale oj tam:)

    Ale wiesz,ona nie pali a zapaliła i pewnie rozdraźnienie z tego powodu sięga zenitu,i tak jesteś o niebo lepsza bo NIE siegłaś po papierosa,nie?:)

    ReplyDelete
  8. Nielot :-)

    Ja mogę zrozumieć awanturę zrobioną z bele gówna, ale nie zniesę NIESPRAWIEDLIWYCH awantur z bele gówna.

    Dlatego mną tak trzepało z nerwów.

    Jak jeszcze mieszkałam z Osobistym, to miałam takich sytuacji na pęczki i też się nie mogłam uodpornić.

    ReplyDelete
  9. Ja to mocno do tylu jestem z tym kto to zacz Osobisty, ale sie chyba prawidlowo domyslam, ze byly mauz. Jesli tak to po cholere Ci ten smrod ciagnac? Bylo, minelo, nie macie dzieci zeby byla koniecznosc utrzymywania kontaktu. Ja tam wole moich bylych lubic na bezpieczna odleglosc, skoro sa "ex" to byly ku temu powazne powody i nie ma sobie czym zawracac. Ja wiem, ja to pierdolnieta jestem, ale robie chirurgiczne ciecie, pale most, zasypuje zwloki i lece dalej bez odwaracania sie za siebie.

    ReplyDelete
  10. Tuv :-)
    Dawaj bajaderkę. Zjem dziś wszystko.

    Wiesz, co mnie powstrzymało przed zapaleniem ? Ano właśnie to, że powiedziałam sobie, że nie będę taka jak ONA i że chociaż mnie skręci to nie ulegnę. Bo nie mogłabym sobie i Dochtorowi w oczy spojrzeć.

    Jeżeli kiedyś jeszcze zapalę, to nie w przypływie złości, ani emocji. Ale póki co - nie zamierzam.

    ReplyDelete
  11. Stardust - nie mogłam tak się odciąć zupełnie, bo mieliśmy wspólnego psa i chociażbym bardzo chciała zakopać i zasypać to się nie dało. Bo nie wyobrażałam sobie, że Maxa mu oddam i już.

    Teraz Maksia już nie ma, my się wkrótce wyprowadzamy i mam nadzieję, że kontakt zemrze śmiercią naturalną. Bo jakoś nie potrafię ni z tego ni z owego powiedzieć mu - "a wypierdalajże ty w buroki, ćwoku" jeżeli do tej chwili stosunki były poprawne.

    Dziwna i zaiste pokrętna ta sytuacja.

    ReplyDelete
  12. Aha, Stardust - jeszcze nie zdążyłam się z Osobistym rozwieść, bo to też skomplikowane, albowiem rozwodzić się muszę chyba w Polsce, bo tam ślub brałam.

    Czyli on jest co prawda Ex, ale prawnie jeszcze nie.

    Zaiste, moje życie jest skomplikowane. I ciekawe.

    :-))))

    ReplyDelete
  13. To zawsze są niesprawiedliwe awantury o gówna. Jeszcze można jakoś znieść fakt, że ktoś jest małostkowy, ale gorzej, jak nie widzi belki we własnym oku.

    I przestańcie gadać o ciastkach, sil vous plait, bo popełnię zbiorowe samobójstwo.

    ReplyDelete
  14. Nielot, racja z tą belką. Ja się dziwię, że osobisty nią jeszcze o futryny nie zahacza.

    A z ciastek pozostaje mi jedynie rozmowa, bo w domu nie ma ani pół słodkościa. Dochtor wyżera wszystko co zawiera cukier :-)))
    Szwinia.

    ReplyDelete
  15. Ja też nie mam ani pół słodkościa bo JA osobiście wyżeram wszystko, co zawiera cukier. Żadne ciastko się przy mnie nie uchowa, więc ich po prostu nie kupuję. Na szczęście mam jeszcze na tyle silną wolę, że nie wyjdę po nie do sklepu, choć jest na rogu. Uff.

    ReplyDelete
  16. To tak samo jak ja. Nie wyjdę po nikotynowe ciasteczka, chociaż też mam sklep na rogu.

    Za to pójdę zrobic pyszny makaronik ze szpinakiem i zatkam se nim paszczę.
    A później napiję się dobrej herbaty z korzeniami.Hinduskiej takiej.

    ReplyDelete
  17. A ja nie rozumiem, czemu aż tak się wkurwiłaś. Przez chwilę mi się wręcz postaci mieszały, że niby Osobisty to Obecny.
    Toż won na drzewo, banany prostować.
    Wiem, że się łatwo mówi, ale wydaje mi się, że w sytuacji braku dziecka nalezy preferować własny komfort nad wszelkie pozory "przyjacielskiego rozstania".
    Chyba, że kasa gra jakąś naprawdę kluczową rolę. I mówię to bez cynizmu, tylko ze znajomości życia.

    Takie mi koszmarne to ostatnie zdanie wyszło, że perwersyjnie zostawiam w brzmieniu oryginalnym:-)

    ReplyDelete
  18. Nie, Justm , o kasę w tym wypadku nie chodzi. Wkurwiłam się, bo pomimo tego, że nie jesteśmy już razem od paru lat, to nadal jestem obarczana winą za wszystko i równana z błotem. Nie odpowiadam tylko za głód w Etiopii i koklusz. A ja jestem z reguły dla niego miła, choć nie powinnam.

    Po prostu dziś się psiakrew przelało. Może mam słabsze nerwy, przez to rzucanie palenia ;-)

    ReplyDelete
  19. I masz rację, że powinnam sobie darować konwenanse, założyć jak najszybciej sprawę o rozwód i powiedzieć mu, żeby raz na zawsze zniknął z mojego życia. Bo to dla mojego obecnego Dochtora, też jakieś obciążenie jest, że nam się mój ex po życiorysach wciąż pląta.

    ReplyDelete
  20. melduje, że mam ptysia. A konkretnie dwa. jednego zjem teraz i bede udawała, że mam tylko tego, co zostanie. Tego drugiego zjem, jak MW bedzie jadla rozka smietankowego.
    Makaron bede miala jutro z pesto bazyliowo-pietruskowym. Pod waruniem, ze dostane bazylie.

    ReplyDelete
  21. Lorenzo, a masz gdzieś przepis na ten makaron z pesto ? Bo zdaje mi się, że widziałam sposób na pesto u Ciebie na Nienawidzę, ale zabij! Nie wiem gdzie szukać :-)))

    ReplyDelete
  22. Dziękuję :-) Makaron z dodatkami to ja mogłabym codziennie wchłaniać. Dużo makaronu. I w dupie mam indeks glikemiczny :-)))

    ReplyDelete
  23. Maklaron dobry na stresa jest.
    Link jest taki:
    http://nienawidze-gotowac.blog.pl/komentarze/index.php?nid=11631533
    ja jutro robie pół na pół pietruszkę z bazylią, jako zagęstnik daję: parmezan, gotowanego ziemniaka, pestki słonecznika
    Przepis jest oruentacyjny - pęczek letni jednak bardziej dorodny jest niż ten przednówkowy :-)

    ReplyDelete
  24. Ja nie wiem czy musisz brac rozwod w Polsce tylko dlatego, ze tam bralas slub. Ja bralam slub w Polsce, a rozwiodlam sie tutaj i juz zdarzylam znow wyjsc za maz. A moze ja jestem bigamistka??:-)
    A rozwodzilam sie z Owczesnym tez w dobrej komitywie, nawet uczcilismy ten fakt tygodniowa podroza rozwodowa. Ale to przeszlosc i nie chce zeby sie za mna wlokla, nie ma dzieci - nie ma o czym gadac i tyle. Wydzwanial przez 2 lata niby przy jakichs okazjach (swieta, urodziny) ale w koncu Mu przeszlo, bo ja nie odwzajemnialam tych telefonow.

    ReplyDelete
  25. Stardust, ja też nie jestem pewna, ale coś mi się o uszy obiło. Muszę się przejść do prawnika i zapytać.
    Gdyby się okazało, że nie muszę pozwu składać w Polsce, to lecę do sądu od razu. Bo już mi to dojadło.

    I Dochtorowi też. A z Osobistym w żadną podróż rozwodową nie choja nnie pojadę :-)))

    ReplyDelete
  26. no ja z bajaderką też dreptam:)
    A nielotowi ślinka będzie ciekła ;)

    ReplyDelete
  27. Lorenzo, jesteś wielka :-)
    Dziękuję bardzo za przepis, bo na pewno go wykorzystam w niedalekiej przyszłości :-)

    Tuv - bajaderkę zjedzmy chyłkiem. W ubikacji. Może nas Nielot tam nie dojrzy ;-)))

    ReplyDelete
  28. Drobnostka ;-)
    Chyba powinnam się sprężyć stanąć na rzęsach i wydać to NG w frmie książkowej.

    ReplyDelete
  29. i co? przylazl? plaszczy sie? nie? to won!

    ReplyDelete
  30. Dzizas, jaki mendliwy upierdliwiec! Straszne są takie mendy, straszne. Ja miewam zrzędę, sama nie wiem co lepsze ;-)
    Teraz to juz mozna sobie podworować, bo przeszło nieco :-)

    ReplyDelete
  31. Nielot bajaderkę wszędzie dojrzy. Utopiłam się we własnej ślinie.
    A wiele osób ma w dupie indeks glikemiczny, a potem się dziwią, czemu mają takie wielkie dupy. ;-/

    ReplyDelete
  32. To jak się tu ślinię, to powiem, że na jesieni zamroziłam sobie pesto z balkonowej bazylii. Mała rzecz, a cieszy, bo makaron też lubię.

    ReplyDelete
  33. U mnie nie przetrwa - nawet w zamrażarce. Mam pestojada w domu.

    ReplyDelete
  34. Idz do prawnika i zapytaj, bo nie wiem jaki jest Twoj stosunek, ale mnie polskie prawo lata. Najwazniejsze jest to co sie liczy tutaj, a tutaj mam to co powinnam miec i tyle.

    ReplyDelete
  35. Beata, nie przylazł. Miał sprawę do Dochtora to umyślnego przysłał.
    A kij z nim i pchłami jego!


    Lorenza - no powinnaś, powinnaś. Pierwsza bym kupiła. Bo ja lubię takie książki kucharskie mimochodem jakby. Była kiedyś taka książka Siesickiej "Przez dziurkę od klucza" a w niej tak od niechcenia przepisy i porady - mogłam do czytać bez przerwy.

    Szeh - no upierdliwa menda. Wolałabym zrzędę, szczerze mówiąc.
    Bo ja się na czyjeś zrzędzenie potrafię wyłączyć sprawiając wrażenie nadal zainteresowanej tematem. Natomiast tu łapie mnie wkurw i nie ma wyjśćia. Muszę z wentylka upuścić.

    Nielot - no ale czy ten indeks naprawdę istnieje? Widział go ktoś?
    Albo taka kaloria? Bo ja nie widziałam na oczy ani jednego ani drugiego. To nie będę się przejmować.

    :-)))))

    ReplyDelete
  36. Stardust :-)))

    Mnie nie tylko lata ale i powiewa to polskie prawo. Ja nawet nie jestem w Polsce zameldowana. Paszport mam polski, ale wkrótce zamienię na angielskie papióry.

    Masz rację, pójdę do prawnika wkrótce. Muszę poszukać w necie, bo coś mi się wydaje, że się jedna porada prawna należy bez płacenia za nią.

    ReplyDelete
  37. Najpierw zadzwoń do ambasady albo końsulatu. Póki co.

    Zrzęda też jest fatalny. Ja się wkurwiam.

    ( i jeszcze to jebane tycie)

    :-))))
    Może mi wkurw w głupawkę przejdzie, bo juz nie mogę ze sobą wytrzymać.

    A moja ciotka jak rzuciła palenie to PÓŹNIEJ przytyła ze 20kg.

    Idę.

    ReplyDelete
  38. Ja nie lubię indeksu glikemicznego, bo buraki mają wysoki, a ja niewyobrażam sobie życia bez buraków, zwłaszcza zimą. Ale zastanówmy się, może dlatego nie chudnę, bo żrę marchew i buraki? Ech, wszystko dzisiaj swołocz. ;-/

    A z gostkiem się rozwiedź czem prędzej. Jak ja się rozwiodłam, to od razu się lepiej poczułam. Na momencik. ;-/

    ReplyDelete
  39. Nielot - poważnie, od buraków się tyje ? A ja też uwielbiam buraczki :-(

    Szeh - no gdzie idziesz? W towarzystwie wkurw szybciej przechodzi :-)))

    A tak WOGLE, co Wy macie z tym tyciem dzisiaj ????

    Jak nie jedna to druga. Ochoojeć przez Was można.

    ReplyDelete
  40. Ja mam z tyciem od zawsze. Albo może raczej od ćwierć wieku. ;-/

    ReplyDelete
  41. Tak sobie myślę, że to bycie szczupłym to jakaś przereklamowana sprawa. Kiedyś Rubens malował kobiety z cellulitisem i wszyscy je wielbili. A teraz co?

    Nie rozumiem.

    ReplyDelete
  42. Taka moda. Na patyczaki. Zjadlam obadwa ptysie. Jak sie przebiore w pidzamke, to zjem kisiel, ktorym na pewno sobie nachalapie na bluzke.

    ReplyDelete
  43. A ja pójdę pod prysznic (jak zwykle, nie mogę się nie umyć, to jest jakaś nerwica natręctw) też się przebiorę w piżamkę i zrobię sobie BUDYŃ, taki prawdziwy z Winiar, a nie jakieś goowno Dr Oetkera.

    Na mleku ze szklanej butelki.

    No tak. Od tygodnia dostarczają mi mleko w takich małych butelkach :-))
    Prawdziwy mleczarz rozwozi!
    I wczoraj, jak WYSTAWIAŁAM BUTELKI, to aż łzę wzruszenia uroniłam.

    Bo zawsze dostawałam od Mamusi zjebkę, że zapomniałam o tych pieprzonych butelkach i roznosicielka robiła nam alarm o 5.30 nad ranem.

    ReplyDelete
  44. Ale ja mma takiego wkurwa-głupka.
    A tycia nienawidze odkąd w ciagu paru miesięcy wziełam 15kg i pozniej za nic nie moglam zrzucic.
    Ty mnie widzialas juz w prawie mojej wadze. Doklej se 12 kg do mnie, to zobaczysz.
    Ja piełdolę Rubensa, celulitisy, trzesace sie galarety oraz jakieś baniaki zamiast cycków. I tamto samopoczucie. Pieł-do-lę.
    Mozna uznac, że mam schizę.

    Ale spróbuję, spoko.

    ReplyDelete
  45. Szeh, no ja Cię kochana rozumiem jak nikt. Ja mam sklonności do tycia w genach. Wszystkie moje ciotki i kuzynki i mama - to były baby takie jak piec. Zad jak szafa gdańska a cycem to zabić mogły. Moja Mama całe życie narzekała na nadwagę.

    Co prawda, piętnastu kilogramów nie dorzuciłam do swojej wagi, ale kiedy się spotkałyśmy - miałam tych nadprogramowych z siedem, osiem.
    Bo moja normalna waga to NAJWYŻEJ 52 kg. A dobijałam do 60. Też mam schizy. Teraz chudnę. Pomimo, że nie palę.

    A wkurwa takiego jak masz - też mi się zdarza mieć.

    ReplyDelete
  46. Dziękuję wszystkim bożkom małym i dużym, że nie mam foszastego chłopa, ale ja równiez nie jestem foszasta.
    Jestem złośliwym cholerykiem i takich spokojnie akceptuję, ale fochów nie cierpię.

    ReplyDelete
  47. Małgoś, całe szczęście Dochtor nie strzela fochów, bo tego bym już nie zniosła. Dochtor jest bezkonfliktowy. I jako jedyny znosi moje wściki. Bo ja też w gorącej wodzie kąpana i wredna.

    ReplyDelete
  48. Daisy - ja już byłam pod prysznicem.
    I zamiast się kurwa relaksować to normalnie poczulam się jak na Alasce.
    No ale to w imię odchudzania:>>>>
    :)

    ReplyDelete
  49. Nielocie - powiem ci jakżeś już dojrzała,że normalnie to kupuję w piekarni oko siebie.Ale tam te kartofelki to taki gnio tejs,wiec raczj w porywch rozpaczy tylko.
    A dziś poszłam 300 metrów dalej.TRZYSTA.I zobaczyłam GO/JĄ i od razu poczułam - będzie moją:).
    jak powiedziałam pani - poproszę kartofelka to sięzakrztusiła i rzekła - jednego nie ważę;>
    A ja grzecznie(dzięki żeś o tym pisałą na blogu) rzekłam - ale ja chciałam bajaderkę :)))

    i była PYSZNA.

    ReplyDelete
  50. Tuv, odchudzasz się zimnym prysznicem ??? A tej metody to jeszcze nie próbowałam :-)))


    Dochtor przyjechał z basenu i tak wali chlorem, że aż mnie w nosie kręci.

    ReplyDelete
  51. No to ja miałam ten sam problem. 52/53 waga, a tu w ciągu miesiaca jednego (czterech tygodni) - 59. I spodnie wchodzą ledwo za kolana. I kozaki sie nie dopinajo na łydce. i WOGLE.

    ReplyDelete
  52. Lorenza, tragedia to jest, nie?
    Ja powywalałam wszystkie spodnie w rozmiarze 36, płakałam z żalu, że ich przez grube dupsko przeciągnąć nie umiem. Kiedyś schudłam do 47 kg i to był straszny widok. Nie chcę przesadzać, ale niech te moje 50, w porywach do 53kg WRÓCI.

    ReplyDelete
  53. Daisy, mnie taki wkurwik chwyta, jak tak sobie czytusiam o takich rzeczusiach, że bojuńkam się, iz mogłabym li awanturnica stać się za chwilusię...

    ReplyDelete
  54. Miała ja na myśli notkę, komentów ja nie czytała, Teraz czyta.

    ReplyDelete
  55. Athina, niech czyta i się nie denerwuje :-)))

    A ja kunia na kota czekam.
    Poszedł w długą i znikł.
    Spać mi się chce, a ten się szlaja po opłotkach, łajza jedna.

    ReplyDelete
  56. Daisy, po pierwsze nie musisz brać rozwodu w Polsce, skoro mieszkacie w Anglii. Składasz papiery rozwodowe i go dostaniesz tam, gdzie mieszkasz, ale....!!! i tu uwaga! Po otrzymaniu rozwodu w innym państwie, musisz o tym fakcie jak najszybciej poinformować USC w PL, bo gdybyś planowała następny ślub w życiu, a tak może się zdarzyć, to kraj, w którym obecnie mieszkasz zażąda od Ciebie dokumentu wolności z PL i ten, w przypadku, gdybyś nie dopilnowała tych formalności powie...Ale my nic o rozwodzie nie wiemy, pani nie dostarczyła papierów. Bo gdzieś właśnie na tej drodze, ścieżka im się urywa, tam Europy brak. Miałam z tym całą kołomyję i krzyknięto,że na rozprawę w Polsce, uwaga, uznanie rozwodu w Niemczech, poczekam 3 lata! Czekałam 3 miechy, dzieki koneksjom.

    ReplyDelete
  57. Athina-> 3 lata??? 3 miesiace???? Dla mnie to brzmi jak bajka o zelaznym wilku. Dostalam aplikacje o udzielenie licencji na zawarcie malzenstwa, w ktorej byly min. pytania o miejsce urodzenia, daty zawarcia i rozwiazania bylych malzenstw, ale nikt mnie nie pytal o zadne inne papiery. I 3 dni pozniej dostalam licencje malzenska. To wszystko, gotowi do slubu. W ciagu tych 3 dni podejrzewam, ze komputerowo ktos sprawdzil prawdomownosc zeznan zawartych w aplikacji i na tym koniec.

    ReplyDelete
  58. Nie przesadzajmy z Europą. Niemcy też w Europie niby... Zapewniam, że prościej jest w PL ;-)

    ReplyDelete
  59. Daisy - do dupska to te spodnie nawet nie dochodziły. Do połowy ud, w najlepszym wypadku. 47 też wżyłam, ale to było dawno temu, przed urodzeniem fDziegcia, i na pewno była to waga na granicy bezpieczeństwa. Za 47 dziękuję. 53 jest w sam raz. Nawet 54 - biorąc pod uwagę mój wiek oraz fakt, że sylwetka wlaśne z wiekiem nieco się zmienia. Dla mnie nie do przyjęcia był ten bebech z przodu. Jak tych u mnie z andopauzą. Błeeee.

    ReplyDelete
  60. Athina,- jeżeli to takie proste, to w poniedziałek pójdę do CAB - taki ośrodek doradztwa dla obywateli i zapytam się gdzie mam ten pozew złożyć.

    Stardust - i tak powinno być w każdym, normalnym kraju, a nie jakieś trzyletnie oczekiwania. Kto to widział ?


    Lorenza - u mnie nadmiar zawsze przechodzi w andropauzę, plus tyję jakby naokoło tułowia. A nogi pozostają chude. Taka baryłka na pajęczych nóżkach :-))))Koszmar.

    ReplyDelete
  61. Daisy - zwizualizowałam sobie jabłko na chudych nózkach z chudom szyjom;)))
    hahahahaha:)


    ja zdając maturę i dostając się na studia ważyłam 52 kg.
    Wyglądałam jak wieszak na ubrania.
    Jednak ciut ciałka nie zawadzi.
    Ale muszę stracić jakieś 5 kg jeszcze bo jakbym 10 to już cud boski;)

    ReplyDelete
  62. a ja mam rozmiar 40 i wszystkie 38-36 mnie denerwują, głupie anorektyczki

    ReplyDelete
  63. Beata, ja przepraszam, ale anorektyczki głupie to mają rozmiar 34/36

    ReplyDelete
  64. 3 lata oczekiwania na rozwód to normalnie jakaś paranoja jak w "Przeminęło z wiatrem", nie?

    ReplyDelete
  65. Lorenza-> No paranoja, przez 3 lata to sie mozna z rozpaczy zejsc spowrotem:))

    ReplyDelete
  66. Beata, ja przy wzroście 156 cm nie powinnam raczej ważyć więcej niż 52kg, a to jest rozmiar 36-38. Przynajmniej taki nosiłam jeszcze niedawno.
    Za anorektyczkę nigdy się nie uważałam :-)

    ReplyDelete
  67. Tuv, no coś takiego właśnie :-)))
    Gorzej, że ja tego nie musiałam wizualizować, ja tak miałam!!!

    Moją dodatkową zgryzotą jest kompletny brak talii. Mogę być chuda jak patyk, a talii mieć nie będę :-(
    Taka budowa, gdzie żebra się kończą zaraz nad biodrami :-))))

    ReplyDelete
  68. athina dobrze gada, rozwodzisz się na miejscu, skoro oboje tam mieszkacie, i powiadamiasz polskę. skoro to działa w przypadku urodzenia nowego człowieka, to czemu nie rozwodu. w unii w dodatku przecież jesteśmy. załatw to i daj se raz a dobrze spokój z facetem, z tego co piszesz naprawdę nie warto. tę Siostrunię jeszcze jakoś rozumiem, rzuciła to palenie mniej czy bardziej, pewnie jeszcze pms ma, ale facet z tym fochem przegiął. nie warto.

    ReplyDelete
  69. Że ile lat? Ja czekałam trzy miesiące.
    Bosz, 47 kilo to ja ważyłam we wczesnej szkole podstawowej.
    I oczywiście to strasznie śmieszne, że zawsze chce się coś innego niż się ma, ale ja wolałabym tyć w środeczku, a mieć znośne nogi. Środek łatwiej zgubić niż monstrualne udziska. I jakby ktoś pytał, to wcięcia w pasie też nie mam, ale akurat nie szlocham z tego powodu.

    ReplyDelete
  70. aaa z wrażenia zapomniałam napisać jaka jesteś cholernie dzielna i wielka, że jednak nie zapaliłaś. brawo brawo brawo i pomnik. dwa pomniki :) teraz to już z górki, jak w TAKICH okolicznościach dałaś radę.

    laski, jak Wy twierdzicie, że buraki tuczą, to ten. może to niestosowne, ale poczas wojny się jadało marmoladę buraczaną, i w obozach koncentracyjnych też, o ile lektury dobrze pamiętam. oni chyba jednak wtedy nadmiernie utuczeni nie bywali...

    ReplyDelete
  71. Ds, może Nielot pisała o burakach cukrowych .....

    :-)))))

    Wiem, jestem dzielna jak sto bandytów :-)
    To już kolejna sytuacja, gdzie mogłam zapalić a tego nie zrobiłam

    A już jutro będę miała Orbitreka :-)))

    ReplyDelete
  72. Nielot :-)

    Ja też nie szlocham, stwierdziłam niezbity fakt. Nie mam talii.
    No nie i juz.

    Nie wiem, czy łatwiej się gubi wagę ze środka, niż z ud. Ale wierzę na słowo. Mnie się wagę trudno gubi tak czy tak, bo ja lubię dobrótki. I orzeszki. I słonecznik i inne takie co mają dużo kalorii.

    ReplyDelete